Wystawa prezentowana jest w ramach 'Programu Off' Miesiąca Fotografii w Krakowie (Maj 2009).
Krótki opis na ten temat znajdujący się na stronie festiwalu, pod adresem:
http://www.photomonth.com///program_off/wystawy_off/jakub_karwowski/
cytuje i tu. Jest moją próbą opisu cyklu w 350 znakach (ze spacjami), zgodnie z wymogami organizatorów.
"Summersweed. Jest to esej fotograficzny. Za pomocą wrażeniowych obrazów próbuje opowiedzieć o czasie lata i o tym, co może budzić jego wspomnienie, przywoływać esencję, oddawać towarzyszące emocje. Powstawał w sposób intuicyjny i do intuicji chce się odnosić. Zrealizowany został w lecie 2008 roku w Szwecji, Danii i Włoszech."
Co jest dla mnie kluczowe w tym opisie:
Jest to esej. W tym wypadku rozumiem przez to krótką, prostą formę zestawionych sytuacji, scen, których czas, miejsce, czy osoby nie są powiązane w sensie narracyjnym.
Powstał w sposób intuicyjny.
Nie reprezentuje wnikliwej koncepcji intelektualnej, [może jedynie poza tą, która samą siebie odsuwa na plan dalszy a robi miejsce wrażeniu].
Dużo większy nacisk chciałbym położyć na odwołanie się do emocji niż do myśli- co współcześnie czasem wydaje mi się bardziej zawiłym zamierzeniem, niż gdyby było odwrotnie.
Chciałbym ten cel osiągnąć środkami wizualnymi. Wysiłkiem w tym kierunku jest gra kolorem, fakturą, światłem, pozą. To ich gęstość ma być podstawą.
Zastanawiając się nad tym, jakiego typu czy gatunku jest to fotografia, do jakiej konwencji ją przypisać - [jeżeli musiałbym to zrobić] nazwał był to czymś, na styku fotografii rodzinnej z fotografią turystyczną. Czymś, co z jednej strony dotyczy rzeczy cennych dla pamięci, z drugiej, powstaje na skutek zetknięcia się z nowym miejscem, sytuacją, przestrzenią.
Są to, wydaje mi się, dość proste i bardzo tradycyjne pobudki fotograficzne, w dużej mierze cechujące, tak zwane, amatorskie podejście. Jest ono niestety naznaczone bardzo silną ignorancją warsztatową, co owszem może być ciekawym budulcem, ale na płaszczyźnie nieświadomości rzadko daje się obronić. Biorąc pod uwagę to 'silne naznaczenie gatunkowe', w to miejsce chciałem wejść mocno akcentując dbałość plastyczną o całą zawartość obrazu. Zależy mi na tym o tyle, o ile właśnie warstwę wizualną traktuję jako kluczową oraz nadrzędną nad wszelkie konotacje treściowe czy narracyjne.
Tym samym, poniekąd chciałbym się odnieść do, może choć po części trafnego, wyobrażenia o tradycyjnej przedwojennej fotografii pamiątkowej. Co prawda jej forma współcześnie byłaby silnie anachroniczna a przedmioty jej zainteresowania zbyt teatralne, natomiast sama jakość fotograficzna, wymuszona owszem przez technikę, dystansuje absolutnie współczesne poczynania, dostrzegalne głównie już tylko w postaci cyfrowej. Nie chodzi tu wcale o nostalgię za zamierzchłymi czasami, lecz o docenienie wysiłku cechujące tamto podejście i doszukania się źródła dla własnej postawy.
Pierwszeństwo praktyki nad teorią pozornie jawiło mi się dość jednoznacznie, wskazanie na intuicyjność w tym miejscu było by rzeczą jak najbardziej na miejscu, ale zastanawia cały wyżej widniejący tekst. Czy to właśnie nie ta, utkana teoria, leży u początku pracy?
Nawet jeżeli tak, to z całą pewnością nie o nią zabiegałem, lecz o wszystko to co w takim tekście ująć by się nie dało.